... wychodzilam pare razy juz.
I nie chodzi o kryzysy zyciowe,
ale o prawdziwe gorki.
Z najbardziej spektakularnych pamietam dwie.
Gorka numer jeden.
Lato, piekna pogoda, jestesmy zaproszeni na urodziny do kolegi meza.
Kolega ze obchodzi okragle postanowil je urzadzic niedaleko miejscowosci rodzinnej...
... zony.
Przyslal plan dojazdu / dojscia.
Na planie gdzie staje pociag, i zaznaczona droga do...
...stodoly.
Maz optymistyczny sprawdzil godziny odjazdu pociagow,
zapakowal plecak,
syna
i ruszylismy.
Optymistycznie stwierdzil, ze nie bedziemy sie wyglupiac jazda samochodem
skoro inni przyjada pociagiem.
A mnie troche ruchu w 9 miesiacu ciazy sie przyda.
W koncu widac, ze "zgrublam".
Wysiadamy z pociagu i optymistycznie idziemy.
Pod gorke.
Na planie 10 minut podejscia.
Kolejne 20 minut prosta droga.
Co to jest pol godzinki.
Po pierwszym podejsciu lekkim, patrzymy droga.
E to juz, a mialo byc pod gorke
Idziemy, idziemy, a za zakretem dalej gorka i to dziwne stroma jakas taka.
No nie owijajny pionowo w gore.
Synu wymiekl i maz musi go wiac na barana,
ale nadal optymistyczny pociesza mnie, patrz do zakretu niedaleko dasz rade.
Pozniej bedzie prosto.
Do zakretu dalismy rade, ale za zakretem gorka ciagnie sie dalej...
...pionowo w gore.
Pierwszy przystanek.
Maz mniej optymistyczny patrzy na mnie i sie pytac, czy ja czasem nie mam zamiaru rodzic.
Nie mam.
To dobrze, bo on nie wie co mialby zrobic.
Idziemy dalej???
No pewnie, ze nie ja tu postoje moze sie gorka wyprostuje.
Idziemy.
Do kolejnego zakretu...
...nic nadal gorka.
Maz pociesza, za kolejnym bedzie prosto.
Bylo fakt.
Odetchnelismy,
po jakis 15 minutach pod gorke.
Zrobilo sie znowu wesolo.
Maz nadal optymistyczny....
.... ze mu nie walnelam,
ze mu nie nabluzgalam,
ze sie jeszcze do niego oddzywam.
Dotarlismy,
maz gadal jak najety.
Im wiecej on gada, tym wiekszy stres ma.
Przejal sie.
Ze urodze, po drodze.
Wchodzimy.
Pierwsze pytanie,
gdzie zaparkowalismy.
Co zaparkowalismy ???
My na nogach.
Jak to ?? Z dzieckiem, w ciazy !!!
Przeciez napisalismy, ze jest gorka.
Ze to tylko dla tych co nocuja plan jest.
Nie bedziesz czasem rodzic ???
Ufff nie.
Wiekszosc przyjechala samochodami.
Nie chcialo sie im, mimo, ze nie wiedzieli jaka to gorka.
Ja do tej pory mam te drzewa przed oczami i zakrety.
A w drodze powrotnej z gorki, maz optymistyczny.
Smieje sie, gada.
Pomylil droge i musielismy kawal nadrobic....
.... jak sie zorientowal przed nami bylo pod gorke lub wycieczka krajoznawcza.
Zorientowal sie po zejsciu z gorki....
Maz juz mniej optymistyczny,
bo wie, ze sa granice mojej wytrzymalosci,
abym mu nie walnela :)
Odbylo sie bez rekoczynow.
Bez wczesnych porodow.
I nawet do meza sie oddzywalam,
bo mial moj bilet powrotny do domu ;P
Gorka numer dwa.
Jestesny we Friburgu (niemieckim).
Piekny park po calodniowej wycieczce
(a co tam tez pojechalismy pociagiem).
Maz optymistycznie pyta syna starszego, czy chce isc na plac zabaw
(rewelacja, cud, miod, malina),
czy woli na wieze obserwacyjna, pod gorke.
Co wybiera synu, no co ???
No pewnie, ze przejazd kolejka i pod gorke do wiezy.
Plac zabaw.
Kogo interesuje plac zabaw.
Synu mlodszy kisi sie w wozku.
Do czasu az zobaczyl kolejke.
Dojechalismy.
Na tabliczce tylko znaczek, w ktora strone isc.
To idziemy.
Optymistyczny niesie syna, ktory to mial samemu wchodzic.
Ja pcham wozek.
Po drodze spotykamy pare....
.... Holendrow.
(Niesamowite dogadalismy sie bez znajomosci holenderskiego, my po swojemu oni po swojemu).
Pytamy ile do wiezy.
Oni tak na nas patrza i mowia ...
.... tak z 20 minut.
Ale my z tym naszym calym dobytkiem to raczej dluzej.
I serio pod gorke jest.
Poszli.
Maz patrzy na mnie i mowi:
Holendrzy, oni to w zyciu gor nie widzieli, co oni wiedza.
I on niesie, ja pcham.
Dalismy rade w 15 minut ;)
Holendrzy fakt nic nie wiedza ;)
Ze my to gorki pokonujemy z palcem w nosie,
a im wiecej dobytku tym lzej.
Ot co.
Pod wieza zastala nas ulewa.
Ale, ale.
Synu starszy zdecydowal sie wejsc na wieze sam.
Wysoka wieze.
I wszedl, i zszedl sam.
Syna mlodszego to chyba maz niosl.
Ja nie pamietam tego faktu ;)
Abym ja go niosla.
Bo ja dzieci namietnie wynosze na wieze.
Juz chyba mi sie to z piec razy zdarzylo.
Sama nie wiem, czemu lubimy ten masochizm.
Ech Ci Holendrzy.
Wozek tez uwielbiamy pchac pod gorki
lub zjezdzac z nim z gorki.
Oj lubimy.
Maz lubi bladzic
i dlatego pchamy wozki w przeroznych miejscach.
Docelowo z wozkiem jezdzimy w miejsca latwo przejezdne.
Niestety maz jest magnesem i przyciaga nas najczesciej pod jakas gorke ;)
Na wyprawy gorskie mamy specjalny plecak do noszenia dzieci,
maz twierdzi, ze on jest nam najmniej potrzebny jak jedziemy w gory,
a to, ze zachcialo mi sie go wziac obliguje mnie do noszenia w nim dziecia.
I nosze.
Jak nie bierzemy plecaka to dzieci tez nosze.
Na rekach.
W prowizorycznej chuscie z mojej ozdobnej.
Maz tez nosi,
ale mamy dwa dziecia.
Na szczescie bierze tego ciezszego ;)
No lubimy nosic.
Dlatego zapisalam sie na gimnastyke (patrz wpis Poce sie...).
środa, 11 grudnia 2013
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Wies...
.... a dokladnie miasteczko.
Przemaszerowalam kilometry tutaj z Fajnym Pierwszym.
Z Drugim juz gorzej, bo on bardziej chce chodzic sam,
ale przeciez mamy wozek i srodek perfazji w postac bulki,
aby wysiedziec chociaz do kasztanowca.
A pozniej mi bez roznicy, godziny moga mijac ;P
Do kasztanowca mamy 15 mintut spacerkiem.
Jesli idziemy wszyscy moga to byc i 2 godziny ;P
A mnie zalezalo, aby zobaczyc gory.
Te oto, dlatego pacyfikowalam ;P
Widoki z drogi kolo pola golfowego.
Podobno ludzie placa tam niebotyczne pieniadze, aby sobie pograc.
My chodzimy za darmo ;P
Przemaszerowalam kilometry tutaj z Fajnym Pierwszym.
Z Drugim juz gorzej, bo on bardziej chce chodzic sam,
ale przeciez mamy wozek i srodek perfazji w postac bulki,
aby wysiedziec chociaz do kasztanowca.
A pozniej mi bez roznicy, godziny moga mijac ;P
Do kasztanowca mamy 15 mintut spacerkiem.
Jesli idziemy wszyscy moga to byc i 2 godziny ;P
A mnie zalezalo, aby zobaczyc gory.
Te oto, dlatego pacyfikowalam ;P
Widoki z drogi kolo pola golfowego.
Podobno ludzie placa tam niebotyczne pieniadze, aby sobie pograc.
My chodzimy za darmo ;P
sobota, 7 grudnia 2013
WETZ
czytaj :Wetc.
Lokalny artysta.
Ale najpierw o sztuce wspolczesnej.
Bylam jakis czas temu na wystawie w dosc duzym muzeum.
I wyszlam totalnie rozczarowana.
Nic, ale to nic nie zrobilo na mnie wrazenia.
Jedyne co pamietam to napis DIE SZWEIZ od tylu na bialej kartce.
To nic, ze moj pieciolatek jakis miesiac wczesniej (przed moja wizyta po prostu) uczynil to samo ze swoim imieniem, on na dodatej napisal je jeszcze w lustrzanym odbiciu !!!!
Padlam, mialam isc zapytac Pani kustosz, czy mojego syna tez wystawi.
Jak dla mnie nie mialo to wartosci.... artystycznej.
Lub kamien przciety na pol i jakis smiec w srodku.
To co, ze artystka na wysypisku smieci krzyczy jakis wiersz i sie miota.
Dla mnie nie ma to przekazu, ze mam ratowac planete.
Uwazam ja za zenujaca, przepraszam.
Wiem, ze jest wielki problem ze srodowiskiem, uswiadamianiem ludzi, ale to wcale planecie nie pomoze.
Nie wrocilam madrzejsza, ze moze jednak ja tez moge cos zrobic.
Nie wrocilam naladowana pozytywna energia: a niech to damy rade.
Przeaz byl nijaki.
Ale, ale.
Po wielkim rozczarowaniu spotkalam GO.
Artyste lokalnego.
Ktory mi uswiadomil dobitnie czym jest sztuka!!!!
Wetz.
Kiedy mu student zadal pytanie, czym jest sztuka wspolczesna, to on po prostu odpowiedzial, ze nie wie.
Ale, ale.
Podobno poszedl do domu i pomyslal, bo pytania sie notorycznie powtarzaly.
I wpadl.
I odkryl prosta prawde.
I od tej pory twierdzi, ze sztuka to po prostu gowno, ale zrobione profesjonalnie.
Czyli jak chcesz robic sztuke to rob to chociaz profesjonalnie, nawet jak ma to byc jedno wielkie gowno.(Umowimy sie, ze jego okreslenie tak przetlumaczylam, bo sama nie wiem jak mialabym to uczynic lepiej.)
I on tak czyni.
W ogole jest nieprawdopodobny.
Na samym wstepie obwiescil, ze to co on nam zaprezentuje i opowie, nie jest dla kazdego i wcale wielu ludziom sie nie podoba.
Wykracza poza wszelkie ramy przyzwoitosci.
Takich rzeczy sie nie mowi glosno.
Jak zostal artysta.
Podobno pewnego dnia otworzyl skrzynke na listy, wyciagnal gazete i na pierwszej stronie zobaczyl swoje wielkie zdjecie i podpis, ze oto prosze panstwa artysta numer 1. w Szwajcarii.
Powiedzial, ze zatkalo go, bo byl cztery miejsca przed DJ Bobo !!!
I od tej pory stwierdzil, ze skoro sama Szwajcaria uwaza go za artyste to on sie nim stanie.
A co mu tam.
Skoro legalnie zakwalifikowali go w takiej roli, to niech bedzie.
Lepsze to niz architekt ;)
Bo tak wlasnie zaczela sie jego przygoa ze sztuka.
Ojciec nakazal my byc architektem.
Poszedl do biura na praktyki i sam nie widzial co ma robic.
Bo po ciezkiej pracy w domu (mieszkal w gospodarstwie) o samego rano po wieczor, w biurze dostal zadanie.
Ma tydzien na zorganizowanie kartek swiatecznych.
I ot tyle, nic wiecej.
Powiedzial, ze nie wiedzial jak to ugryzc.
Po tygodniu oddal szefowi 320 projektow kartek swiatecznych.
Szef sie zachwycil i zafundowal mu Studia.
Od tej pory Wetz zaczal sie szkolic na artyste.
Pierwsze co go uderzylo na studiach artystycznych to to, ze jego babcia byla prawdziwa artystka, a oni uwazali ja za szalona kobiete (podobno miala wypadek i na jego skutek juz nie byla normalna).
Podobno do wiertarki przykrecala smiglo i wiewiorke maskotke i latala z tym po piwnicy.
Podobno oni do jej dziwact i "konstrukcji" sie przyzwyczaili.
Teraz Wetz prezentuje je jako instalacje.
Bo mu na studiach powiedzieli, ze to jest sztuka.
On do tej pory tego nie rozumie, ale skoro tak jest to niech bedzie.
W ogole to jest czlowiek wyluzowany, przez 7 lat prowadzi nielegalnie (w ramach szwajcarskiego prawa) jakies muzeum.
I po tych 7 latach kiedy to inna gmina przejela osrodek, zabronili mu dalej tego czynic.
On na znak protestu stworzyl instalacje.
Niepotrzebna i bardzo droba instalacje.
Bo wg niego sztuka to cos co musi byc niepotrzebne i drogie zarazem i nikt, ale to nikt nie ma prawa krytykowac, bo wtedy sie na sztuce nie zna.
Stworzyl konstrukcje 99 betonowych slupow pod dachem tez z betonu.
Projek tak niepotrzebny jak rzaden inny.
Na znak protestu, ze mu chca osrodek kulturalny zamknac.
Znalazl sponsorow, wykonawcow i uczynil to, co chcial.
Gmina mu pozwolila to postawic, bo to obiekt kulturalny byl, natomiast nie mogla mu pozwolic prowadzic osrodka.
Ale szybko wrocil do gry, bo zaproponowano mu przejecie obiektu po radiu Beromunster i uczynienia z niego osrodka kulturalnego.
I od paru lat to czyni.
On sam nie rozumie czemu ma taka popularnosc, bo faktycznie to on nic nie robi.
Na przyklad jak otwarl ten osrodek to nie bylo w nim rzadnego obiektu kulturalnego, rzadnej wystawy, a mimo to przez pierwszy rok walily tlumy, aby zobaczyc.
On tego nie byl w stanie zrozumiec, ale skoro ludzie chca to on im nie zabroni.
Nawet placa za to, to tym lepiej.
Coz teraz znajduja sie tam wystawy i ma wiekszy sens odwidzenia jego osrodka.
W ogole jako artysta to ma przywileje.
Chcial wykonac pokoj caly w drewnie, ale ze wzgledow bezpieczenstwa nie dostalby nigdy pozwolenia, tylko, ze okazalo sie, ze on jest artysta i chc wykonac obiekt kulturalny, a to co innego.
Uswiadomili go w gminie, ze jak najbardzie artysta moze robic co chce.
I jak che, bo oni nie maja wyznacznikow jak ma dzielo sztuki wygladac.
I przesiedzielismy tak pietnascie minut sluchajac go w dziele sztuki, ktore on uwaza za zwykly pokoj ;)
Dodal tylko, ze jak cos sie tamie i wybuchnie pozar to nie obawia sie, bo zna naczelnika wiezienia (to jego brat) tak, ze moze isc siedziec ;)
Kabareciarz jednym slowem.
Bo opowiadal to tak, ze wszyscy non stop sie smiali.
Niekiedy do lez.
On jest artysta, bo robi glowno, ale profesjonalnie ;P
I jeszcze twierdzi, ze jak juz znajduje sponsora to mu mowi, ze nie ma on najmniejszego prawa ingerowac w to co on robi, bo jest artysta.
A jak ktos chce byc sponsorem to sie musi ze wszystkim liczyc.
Jak szalec to szalec.
Radzi tez Szwajcarom, aby wyluzowali, zaczeli wiecej pic i palic.
I po rostu przestali byc tacy sztywni, bo zycie to nie tylko przepisy i porzadek.
Bo on pracowal tez w psychiatryku i wie co mowi.
Wedlug jego doswiadczen trafiaja tam najbardziej pomurzy i uregulowani ludzie.
Ktorym w glowie sie nie miesci ciut usmiechnac i wyluzowac.
Radzi tez zarzywac wiecej slonca, bo ono dobrze wplywa na nasze samopoczucie.
Ot jeszcze lekarz dusz ;)
No moim zdaniem totalny, ale totalny.
Kabareciarz.
Czlowiek.
Normalny.
Lokalny artysta.
Ale najpierw o sztuce wspolczesnej.
Bylam jakis czas temu na wystawie w dosc duzym muzeum.
I wyszlam totalnie rozczarowana.
Nic, ale to nic nie zrobilo na mnie wrazenia.
Jedyne co pamietam to napis DIE SZWEIZ od tylu na bialej kartce.
To nic, ze moj pieciolatek jakis miesiac wczesniej (przed moja wizyta po prostu) uczynil to samo ze swoim imieniem, on na dodatej napisal je jeszcze w lustrzanym odbiciu !!!!
Padlam, mialam isc zapytac Pani kustosz, czy mojego syna tez wystawi.
Jak dla mnie nie mialo to wartosci.... artystycznej.
Lub kamien przciety na pol i jakis smiec w srodku.
To co, ze artystka na wysypisku smieci krzyczy jakis wiersz i sie miota.
Dla mnie nie ma to przekazu, ze mam ratowac planete.
Uwazam ja za zenujaca, przepraszam.
Wiem, ze jest wielki problem ze srodowiskiem, uswiadamianiem ludzi, ale to wcale planecie nie pomoze.
Nie wrocilam madrzejsza, ze moze jednak ja tez moge cos zrobic.
Nie wrocilam naladowana pozytywna energia: a niech to damy rade.
Przeaz byl nijaki.
Ale, ale.
Po wielkim rozczarowaniu spotkalam GO.
Artyste lokalnego.
Ktory mi uswiadomil dobitnie czym jest sztuka!!!!
Wetz.
Kiedy mu student zadal pytanie, czym jest sztuka wspolczesna, to on po prostu odpowiedzial, ze nie wie.
Ale, ale.
Podobno poszedl do domu i pomyslal, bo pytania sie notorycznie powtarzaly.
I wpadl.
I odkryl prosta prawde.
I od tej pory twierdzi, ze sztuka to po prostu gowno, ale zrobione profesjonalnie.
Czyli jak chcesz robic sztuke to rob to chociaz profesjonalnie, nawet jak ma to byc jedno wielkie gowno.(Umowimy sie, ze jego okreslenie tak przetlumaczylam, bo sama nie wiem jak mialabym to uczynic lepiej.)
I on tak czyni.
W ogole jest nieprawdopodobny.
Na samym wstepie obwiescil, ze to co on nam zaprezentuje i opowie, nie jest dla kazdego i wcale wielu ludziom sie nie podoba.
Wykracza poza wszelkie ramy przyzwoitosci.
Takich rzeczy sie nie mowi glosno.
Jak zostal artysta.
Podobno pewnego dnia otworzyl skrzynke na listy, wyciagnal gazete i na pierwszej stronie zobaczyl swoje wielkie zdjecie i podpis, ze oto prosze panstwa artysta numer 1. w Szwajcarii.
Powiedzial, ze zatkalo go, bo byl cztery miejsca przed DJ Bobo !!!
I od tej pory stwierdzil, ze skoro sama Szwajcaria uwaza go za artyste to on sie nim stanie.
A co mu tam.
Skoro legalnie zakwalifikowali go w takiej roli, to niech bedzie.
Lepsze to niz architekt ;)
Bo tak wlasnie zaczela sie jego przygoa ze sztuka.
Ojciec nakazal my byc architektem.
Poszedl do biura na praktyki i sam nie widzial co ma robic.
Bo po ciezkiej pracy w domu (mieszkal w gospodarstwie) o samego rano po wieczor, w biurze dostal zadanie.
Ma tydzien na zorganizowanie kartek swiatecznych.
I ot tyle, nic wiecej.
Powiedzial, ze nie wiedzial jak to ugryzc.
Po tygodniu oddal szefowi 320 projektow kartek swiatecznych.
Szef sie zachwycil i zafundowal mu Studia.
Od tej pory Wetz zaczal sie szkolic na artyste.
Pierwsze co go uderzylo na studiach artystycznych to to, ze jego babcia byla prawdziwa artystka, a oni uwazali ja za szalona kobiete (podobno miala wypadek i na jego skutek juz nie byla normalna).
Podobno do wiertarki przykrecala smiglo i wiewiorke maskotke i latala z tym po piwnicy.
Podobno oni do jej dziwact i "konstrukcji" sie przyzwyczaili.
Teraz Wetz prezentuje je jako instalacje.
Bo mu na studiach powiedzieli, ze to jest sztuka.
On do tej pory tego nie rozumie, ale skoro tak jest to niech bedzie.
W ogole to jest czlowiek wyluzowany, przez 7 lat prowadzi nielegalnie (w ramach szwajcarskiego prawa) jakies muzeum.
I po tych 7 latach kiedy to inna gmina przejela osrodek, zabronili mu dalej tego czynic.
On na znak protestu stworzyl instalacje.
Niepotrzebna i bardzo droba instalacje.
Bo wg niego sztuka to cos co musi byc niepotrzebne i drogie zarazem i nikt, ale to nikt nie ma prawa krytykowac, bo wtedy sie na sztuce nie zna.
Stworzyl konstrukcje 99 betonowych slupow pod dachem tez z betonu.
Projek tak niepotrzebny jak rzaden inny.
Na znak protestu, ze mu chca osrodek kulturalny zamknac.
Znalazl sponsorow, wykonawcow i uczynil to, co chcial.
Gmina mu pozwolila to postawic, bo to obiekt kulturalny byl, natomiast nie mogla mu pozwolic prowadzic osrodka.
Ale szybko wrocil do gry, bo zaproponowano mu przejecie obiektu po radiu Beromunster i uczynienia z niego osrodka kulturalnego.
I od paru lat to czyni.
On sam nie rozumie czemu ma taka popularnosc, bo faktycznie to on nic nie robi.
Na przyklad jak otwarl ten osrodek to nie bylo w nim rzadnego obiektu kulturalnego, rzadnej wystawy, a mimo to przez pierwszy rok walily tlumy, aby zobaczyc.
On tego nie byl w stanie zrozumiec, ale skoro ludzie chca to on im nie zabroni.
Nawet placa za to, to tym lepiej.
Coz teraz znajduja sie tam wystawy i ma wiekszy sens odwidzenia jego osrodka.
W ogole jako artysta to ma przywileje.
Chcial wykonac pokoj caly w drewnie, ale ze wzgledow bezpieczenstwa nie dostalby nigdy pozwolenia, tylko, ze okazalo sie, ze on jest artysta i chc wykonac obiekt kulturalny, a to co innego.
Uswiadomili go w gminie, ze jak najbardzie artysta moze robic co chce.
I jak che, bo oni nie maja wyznacznikow jak ma dzielo sztuki wygladac.
I przesiedzielismy tak pietnascie minut sluchajac go w dziele sztuki, ktore on uwaza za zwykly pokoj ;)
Dodal tylko, ze jak cos sie tamie i wybuchnie pozar to nie obawia sie, bo zna naczelnika wiezienia (to jego brat) tak, ze moze isc siedziec ;)
Kabareciarz jednym slowem.
Bo opowiadal to tak, ze wszyscy non stop sie smiali.
Niekiedy do lez.
On jest artysta, bo robi glowno, ale profesjonalnie ;P
I jeszcze twierdzi, ze jak juz znajduje sponsora to mu mowi, ze nie ma on najmniejszego prawa ingerowac w to co on robi, bo jest artysta.
A jak ktos chce byc sponsorem to sie musi ze wszystkim liczyc.
Jak szalec to szalec.
Radzi tez Szwajcarom, aby wyluzowali, zaczeli wiecej pic i palic.
I po rostu przestali byc tacy sztywni, bo zycie to nie tylko przepisy i porzadek.
Bo on pracowal tez w psychiatryku i wie co mowi.
Wedlug jego doswiadczen trafiaja tam najbardziej pomurzy i uregulowani ludzie.
Ktorym w glowie sie nie miesci ciut usmiechnac i wyluzowac.
Radzi tez zarzywac wiecej slonca, bo ono dobrze wplywa na nasze samopoczucie.
Ot jeszcze lekarz dusz ;)
No moim zdaniem totalny, ale totalny.
Kabareciarz.
Czlowiek.
Normalny.
niedziela, 1 grudnia 2013
Czy Wasze dzieci tez wierza w Sw. Mikolaja ???
Bo moje tak.
Zawsze sie zastanawialam jak to bedzie wprowadzic do domu ta "tradycje".
Niby nie wielkiego, a jednek.
I pewnego dnia obudzilam sie w innym kraju.
Gdzie inaczej swietuje sie ten dzien.
Pare lat temu maz zabral mnie na pochod Swietego Mikolaja.
Stalam tam i marzlam, bo wieczorem to bylo grudzien jak grudzien.
I sobie myslalam po co mi to, patrzec jak jacys faceci w czerwonych ubraniach ida.
I czemu to ma taki oddzwiek, ze tyle osob bierze z nami udziam.
I przyjaciel meza i moja jedyna kolezanka w obcym kraju - tez z mezem.
I ona tez stoi i sama nie wie czego oczekiwac.
I czemu tych ludzi ciagle przybywa ???
Nie lepiej w domu posiedziec.
Na dodatek z dziecmi.
Nie za zimno dla nich.
I sie zaczelo.
Najpierw przeszli osoby strzelajace batem o ziemie (Geiseklopfer).
Pozniej Ci ludzie mieli na glowach latarenki.
Ale jakie azurowe - misternie wycinane z papieru i od srodka podswietlane.
Kazda inna.
Kazda piekna.
Podobno dzieci w szkole je zrobly!!!
Pozniej ludzie z dzwonami krowimi - takie wielkie (Glocke).
I wszyscy nimi w jeden rytm dzwonili.
Aby obwiescic, ze do miasteczka przyszedl Sw. Mikolaj (Samichlaus).
Ze swoja swita.
Dienerem.
I Schmutzli (Ci maluja twarze na czarno i karza niegrzeczne dzieci).
Padlam.
I nie moglam sie otrzasnac.
Bo nie zobaczylam ani jednego Mikolaja na amerykanski styl.
I od tej pory swietujemy w ten sposob ten dzien.
Tylko, ze na wsi.
Tutaj tez jest pochod.
Tylko mniejszy.
A biora w nim udzial dzieci ze szlkoly.
Kazda klasa podstawowki cos przygotowuje.
A rodzynka na torcie jest.
Domowa wizyta Sw. Mikolaja.
Dzisiaj byl u nas.
Ze swoja swita.
I jak w zeszlym roku prawie sie poplakalam.
Chlopcy odwazni, staneli i wysluchali co w zeszlym roku robili dobrze, a co zle.
Tak, tak Sw. Mikolaj wie wszystko.
I dostali orzeszki ziemne, wloskie, mandarynki jablka...
....i slodycze.
Preenty nie sa popularne (w niektorych rodzinach sa).
I mozna bylo zasiasc do palaszowania.
Zawsze sie zastanawialam jak to bedzie wprowadzic do domu ta "tradycje".
Niby nie wielkiego, a jednek.
I pewnego dnia obudzilam sie w innym kraju.
Gdzie inaczej swietuje sie ten dzien.
Pare lat temu maz zabral mnie na pochod Swietego Mikolaja.
Stalam tam i marzlam, bo wieczorem to bylo grudzien jak grudzien.
I sobie myslalam po co mi to, patrzec jak jacys faceci w czerwonych ubraniach ida.
I czemu to ma taki oddzwiek, ze tyle osob bierze z nami udziam.
I przyjaciel meza i moja jedyna kolezanka w obcym kraju - tez z mezem.
I ona tez stoi i sama nie wie czego oczekiwac.
I czemu tych ludzi ciagle przybywa ???
Nie lepiej w domu posiedziec.
Na dodatek z dziecmi.
Nie za zimno dla nich.
I sie zaczelo.
Najpierw przeszli osoby strzelajace batem o ziemie (Geiseklopfer).
Pozniej Ci ludzie mieli na glowach latarenki.
Ale jakie azurowe - misternie wycinane z papieru i od srodka podswietlane.
Kazda inna.
Kazda piekna.
Podobno dzieci w szkole je zrobly!!!
Pozniej ludzie z dzwonami krowimi - takie wielkie (Glocke).
I wszyscy nimi w jeden rytm dzwonili.
Aby obwiescic, ze do miasteczka przyszedl Sw. Mikolaj (Samichlaus).
Ze swoja swita.
Dienerem.
I Schmutzli (Ci maluja twarze na czarno i karza niegrzeczne dzieci).
Padlam.
I nie moglam sie otrzasnac.
Bo nie zobaczylam ani jednego Mikolaja na amerykanski styl.
I od tej pory swietujemy w ten sposob ten dzien.
Tylko, ze na wsi.
Tutaj tez jest pochod.
Tylko mniejszy.
A biora w nim udzial dzieci ze szlkoly.
Kazda klasa podstawowki cos przygotowuje.
A rodzynka na torcie jest.
Domowa wizyta Sw. Mikolaja.
Dzisiaj byl u nas.
Ze swoja swita.
I jak w zeszlym roku prawie sie poplakalam.
Chlopcy odwazni, staneli i wysluchali co w zeszlym roku robili dobrze, a co zle.
Tak, tak Sw. Mikolaj wie wszystko.
I dostali orzeszki ziemne, wloskie, mandarynki jablka...
....i slodycze.
Preenty nie sa popularne (w niektorych rodzinach sa).
I mozna bylo zasiasc do palaszowania.
Aha i kazdy z nas otrzymal tez od Schmutzli znaczek, coby pamietalismy, ze Sw. Mikolaj wie o naszych niedobrych uczynkach tez :)
I czy za rok to powtorzymy, oczywiscie, ze tak !!!
Bedziemy marzli, aby pozniej moc zobaczyc chlopakow chowajacych sie po katach i recytujacych na szybko wierszyki ;)
Dziekujemy z tego miejsca wiejskiemu "zwiazkowi karnawalowemu", za organizowanie co roku pochodu i domowych wizyt oraz za to, ze spod brody Mikolaja usmiecha sie do czlowiek z wielkim sercem, ktory naprawde rewelacyjnie wykonuje swoje zadanie
Ja osobiscie przez niego wierze w Sw. Mikolaja, bo jest w 100% przekonujacy.
I niewazne, ze maz zna osobiscie go i cala jego swite.
Jak dla mnie jest najprawdziwszy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)