... wychodzilam pare razy juz.
I nie chodzi o kryzysy zyciowe,
ale o prawdziwe gorki.
Z najbardziej spektakularnych pamietam dwie.
Gorka numer jeden.
Lato, piekna pogoda, jestesmy zaproszeni na urodziny do kolegi meza.
Kolega ze obchodzi okragle postanowil je urzadzic niedaleko miejscowosci rodzinnej...
... zony.
Przyslal plan dojazdu / dojscia.
Na planie gdzie staje pociag, i zaznaczona droga do...
...stodoly.
Maz optymistyczny sprawdzil godziny odjazdu pociagow,
zapakowal plecak,
syna
i ruszylismy.
Optymistycznie stwierdzil, ze nie bedziemy sie wyglupiac jazda samochodem
skoro inni przyjada pociagiem.
A mnie troche ruchu w 9 miesiacu ciazy sie przyda.
W koncu widac, ze "zgrublam".
Wysiadamy z pociagu i optymistycznie idziemy.
Pod gorke.
Na planie 10 minut podejscia.
Kolejne 20 minut prosta droga.
Co to jest pol godzinki.
Po pierwszym podejsciu lekkim, patrzymy droga.
E to juz, a mialo byc pod gorke
Idziemy, idziemy, a za zakretem dalej gorka i to dziwne stroma jakas taka.
No nie owijajny pionowo w gore.
Synu wymiekl i maz musi go wiac na barana,
ale nadal optymistyczny pociesza mnie, patrz do zakretu niedaleko dasz rade.
Pozniej bedzie prosto.
Do zakretu dalismy rade, ale za zakretem gorka ciagnie sie dalej...
...pionowo w gore.
Pierwszy przystanek.
Maz mniej optymistyczny patrzy na mnie i sie pytac, czy ja czasem nie mam zamiaru rodzic.
Nie mam.
To dobrze, bo on nie wie co mialby zrobic.
Idziemy dalej???
No pewnie, ze nie ja tu postoje moze sie gorka wyprostuje.
Idziemy.
Do kolejnego zakretu...
...nic nadal gorka.
Maz pociesza, za kolejnym bedzie prosto.
Bylo fakt.
Odetchnelismy,
po jakis 15 minutach pod gorke.
Zrobilo sie znowu wesolo.
Maz nadal optymistyczny....
.... ze mu nie walnelam,
ze mu nie nabluzgalam,
ze sie jeszcze do niego oddzywam.
Dotarlismy,
maz gadal jak najety.
Im wiecej on gada, tym wiekszy stres ma.
Przejal sie.
Ze urodze, po drodze.
Wchodzimy.
Pierwsze pytanie,
gdzie zaparkowalismy.
Co zaparkowalismy ???
My na nogach.
Jak to ?? Z dzieckiem, w ciazy !!!
Przeciez napisalismy, ze jest gorka.
Ze to tylko dla tych co nocuja plan jest.
Nie bedziesz czasem rodzic ???
Ufff nie.
Wiekszosc przyjechala samochodami.
Nie chcialo sie im, mimo, ze nie wiedzieli jaka to gorka.
Ja do tej pory mam te drzewa przed oczami i zakrety.
A w drodze powrotnej z gorki, maz optymistyczny.
Smieje sie, gada.
Pomylil droge i musielismy kawal nadrobic....
.... jak sie zorientowal przed nami bylo pod gorke lub wycieczka krajoznawcza.
Zorientowal sie po zejsciu z gorki....
Maz juz mniej optymistyczny,
bo wie, ze sa granice mojej wytrzymalosci,
abym mu nie walnela :)
Odbylo sie bez rekoczynow.
Bez wczesnych porodow.
I nawet do meza sie oddzywalam,
bo mial moj bilet powrotny do domu ;P
Gorka numer dwa.
Jestesny we Friburgu (niemieckim).
Piekny park po calodniowej wycieczce
(a co tam tez pojechalismy pociagiem).
Maz optymistycznie pyta syna starszego, czy chce isc na plac zabaw
(rewelacja, cud, miod, malina),
czy woli na wieze obserwacyjna, pod gorke.
Co wybiera synu, no co ???
No pewnie, ze przejazd kolejka i pod gorke do wiezy.
Plac zabaw.
Kogo interesuje plac zabaw.
Synu mlodszy kisi sie w wozku.
Do czasu az zobaczyl kolejke.
Dojechalismy.
Na tabliczce tylko znaczek, w ktora strone isc.
To idziemy.
Optymistyczny niesie syna, ktory to mial samemu wchodzic.
Ja pcham wozek.
Po drodze spotykamy pare....
.... Holendrow.
(Niesamowite dogadalismy sie bez znajomosci holenderskiego, my po swojemu oni po swojemu).
Pytamy ile do wiezy.
Oni tak na nas patrza i mowia ...
.... tak z 20 minut.
Ale my z tym naszym calym dobytkiem to raczej dluzej.
I serio pod gorke jest.
Poszli.
Maz patrzy na mnie i mowi:
Holendrzy, oni to w zyciu gor nie widzieli, co oni wiedza.
I on niesie, ja pcham.
Dalismy rade w 15 minut ;)
Holendrzy fakt nic nie wiedza ;)
Ze my to gorki pokonujemy z palcem w nosie,
a im wiecej dobytku tym lzej.
Ot co.
Pod wieza zastala nas ulewa.
Ale, ale.
Synu starszy zdecydowal sie wejsc na wieze sam.
Wysoka wieze.
I wszedl, i zszedl sam.
Syna mlodszego to chyba maz niosl.
Ja nie pamietam tego faktu ;)
Abym ja go niosla.
Bo ja dzieci namietnie wynosze na wieze.
Juz chyba mi sie to z piec razy zdarzylo.
Sama nie wiem, czemu lubimy ten masochizm.
Ech Ci Holendrzy.
Wozek tez uwielbiamy pchac pod gorki
lub zjezdzac z nim z gorki.
Oj lubimy.
Maz lubi bladzic
i dlatego pchamy wozki w przeroznych miejscach.
Docelowo z wozkiem jezdzimy w miejsca latwo przejezdne.
Niestety maz jest magnesem i przyciaga nas najczesciej pod jakas gorke ;)
Na wyprawy gorskie mamy specjalny plecak do noszenia dzieci,
maz twierdzi, ze on jest nam najmniej potrzebny jak jedziemy w gory,
a to, ze zachcialo mi sie go wziac obliguje mnie do noszenia w nim dziecia.
I nosze.
Jak nie bierzemy plecaka to dzieci tez nosze.
Na rekach.
W prowizorycznej chuscie z mojej ozdobnej.
Maz tez nosi,
ale mamy dwa dziecia.
Na szczescie bierze tego ciezszego ;)
No lubimy nosic.
Dlatego zapisalam sie na gimnastyke (patrz wpis Poce sie...).
O matko. ja bym juz mezowi chyba nagadala za pierwszym zakretem :)
OdpowiedzUsuń