Z kazdego kata u nas po prostu wyglada.
Na klatce schodowej to juz zupelnie sie wkradl.
Czysto i zadbanie.
Schludnie.
Nic sie nigdzie nie wala.
Wroc.
Chcialabym, aby tak bylo.
Jest inaczej.
Jestesmy Panami chaosu.
Totalnego chaosu.
Rzeczy z lata sa pomieszane z zimowymi.
Po jednej skarpetce mamy w szufladach.
Nawet klocek od dziadkow z Polski jest u nas.
Jeden.
Reszta jest u nich.
Ale pewnego dnia.
Dokladnie rano.
Kiedy starszy szedl do przedszkola.
Postanowilam wprowadzic ciut.
Na klatce schodowej.
I zrobilam mu wieszak.
Do zrobienia wieszaka potrzeba:
- kawalek drewna
- maz, aby wycial co sie chce (dla odwaznych mozna sprobowac samemu)
- farbki
- jakies kolki do zawieszenia.
Nasz to jest totalna porazka.
Namalowalam wieloryba, maz wycial, pomalowalam i na tym etapie wszystko bylo w porzadku.
Pozniej stwierdzilam, ze wywierce dziury na kolki, okazalo sie, ze moja wiedza na ten temat jest niewystarczajaca i wyszlo krzywo. Maz uratowal. Tak, maz mial inny lepszy pomysl, ale byl mily i powiesil moj ;) Meza pomysl jest sto razy lepszy, zachowam go w tajemnicy, bo moze tez zrealizujemy. Maz jest kochany, bo nawet nie skrytykowal za bardzo ;P
| Wersja robocza |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz